Niewiele jest blogów w polskim internecie, które śledzę. Kiedy pierwszy raz trafiłem na bloga Spekulanta (spekulant.com.pl), od razu zauważyłem, że wyróżnia się na tle innych. Po pierwsze, z każdego tekstu jaki tam się pojawia, czuć olbrzymią wiedzę jaką posiada autor, po drugie, wpisy te przedstawiane są w przystępny sposób, lekkim językiem, po prostu dobrze się je czyta. Z każdym kolejnym postem upewniałem się, że mam do czynienia z kimś, kto wie o czym mówi, i że wiele się mogę od niego nauczyć.

Im dłużej czytałem tego bloga, tym bardziej chciałem się dowiedzieć czegoś więcej o jego autorze, kim jest, jaki ma background, gdzie uczył się tradować itp. Ponieważ Spekulant prowadzi swojego bloga anonimowo, nie miałem praktycznie żadnych informacji na jego temat. W ten sposób pojawił się pomysł na przeprowadzenie wywiadu. Trochę czasu mi zajęło zanim zabrałem się do rzeczy i odezwałem do Spekulanta. Niestety okazało się, że mieszkamy w różnych miastach, rozmowa w 4 oczy byłaby więc trudna do zorganizowania. Spekulant zgodził się jednak na pisemne udzielenie odpowiedzi na podesłane pytania, a później jeszcze na kilka pytań dodatkowych.

Być może układ pytań sprawia wrażenie lekko chaotycznych, ale niestety kiedy nie prowadzi się rozmowy osobiście, lecz przysyła od razy cały zestaw pytań, taki może być efekt końcowy:) W każdym razie wyszedł z tego całkiem długi wywiad, Spekulant udzielił bardzo wyczerpujących odpowiedzi i jestem pewny, że się Wam one spodobają, i że wyciągniecie z nich wiele cennej wiedzy dla siebie. Zapraszam do czytania!

Wywiad ze Spekulantem, traderem, autorem bloga spekulant.com.pl

Notatnik Tradera: Zacznijmy standardowo, od początku. Jak to się stało, że zająłeś się tradingiem? Czy coś Cię zainspirowało, obejrzałeś jakiś film lub dokument czy też był to zwykły zbieg okoliczności?

Spekulant: Z tradingiem związałem się przez zupełny przypadek i był to wynik poszukiwań takiego źródła dochodu, które miało polepszyć moją ówczesną niezbyt ciekawą sytuację finansową. Co prawda miałem już styczność z giełdą, jednak wydatki przekraczały moje przychody. Nie posiadałem kapitału, aby aktywnie uczestniczyć na rynku i tym samym nie zagłębiałem się w prawa rządzące rynkami. W trakcie poszukiwań pracy natrafiłem na firmę, która współpracowała z Domem Inwestycyjnym BRE. Zajmowałem się wsparciem technicznym. Tam poznałem zawodowych traderów, którym zadawałem masę pytań związanych z giełdą. Jedną z początkowych rad, jaką otrzymałem, było niegranie pieniędzmi przeznaczonymi na bieżące wydatki. Po kilku miesiącach odłożyłem parę złotych i rozpocząłem przygodę z rynkiem na nowo. Wykorzystałem sytuację, że mogłem kontaktować się z profesjonalistami i chłonąłem przekazywane mi informacje. Dzieliłem się z nimi swoimi spekulacjami i w pewnym momencie zaoferowano mi zmianę stanowiska, które wiązało się z tradingiem na rachunek innych. Kilka szkoleń, egzaminów i szybko odnalazłem się w nowej rzeczywistości. Zacząłem coraz bardziej zagłębiać się w świat finansów. Początkowo handlowałem tylko i wyłącznie na rodzimym rynku akcji GPW, NewConnect, kontraktów terminowych oraz opcji na akcje i indeks WIG20. Po pewnym czasie stałem się samodzielnym traderem i całkowicie zerwałem kontakty z wszelkimi polskimi instytucjami finasowymi, ale to już zupełnie inna historia.

N. T.: Czy możesz zdradzić jak wyglądały takie szkolenia? Było to coś zorganizowanego tylko dla Ciebie czy raczej jakieś ogólnodostępne kursy?

S: Większość szkoleń to szkolenia indywidualne, ale były też ogólnodostępne kursy jak szkolenia za pośrednictwem Xelionu kończące się egzaminami. Byłem pod ogromnym wrażeniem osoby Pana Piotra Kuczyńskiego, który w tamtym czasie był dla mnie autorytetem. Indywidualne szkolenia polegały głównie na tłumaczeniu mechaniki polskiego rynku akcyjnego, czy terminowego, zarządzaniu kapitałem w bardzo długim terminie. Prócz typowych szkoleń z zakresu tradingu, miałem masę szkoleń fundamentalnych związanych z wprowadzaniem spółek na giełdę, czytaniem sprawozdań finansowych, czy kursy na członków rad nadzorczych. Dużo czasu poświęciłem na zgłębianie tajników inżynierii finansowej.

N. T.: Aby handlować na rachunek inny musiałeś zrobić licencję Doradcy Inwestycyjnego lub Maklera?

S: Nie, w tym przypadku nie robiłem licencji DI ani MPW. Zaoferowano mi współpracę z prywatnym inwestorem, gdzie głównie na początku wykonywałem jego polecenia. Trochę dziwnie się czułem, bo tak naprawdę nie widziałem sensu tego co robiłem, czułem się jak sekretarka, która wykonuje polecenia szefa. Po kilku miesiącach, gdy nabraliśmy do siebie wzajemnego zaufania, zostało mi udzielone pełne pełnomocnictwo do rachunku, gdzie mogłem samodzielnie podejmować decyzje na rynku terminowym. Z czasem ta współpraca przerodziła się w bardziej poważny biznes, gdzie już licencje KNF były wymagane chociażby w związku z wprowadzaniem spółek na rynek i trading zaczął schodzić na drugi plan. Miałem zapędy na zrobienie licencji maklera, a następnie doradcy inwestycyjnego, jednak zdecydowałem się zerwać współpracę z wszystkim co do tej pory robiłem.

N. T.: Dlaczego zdecydowałeś się zerwać kontakty z instytucjami finansowymi i zacząć grać na własny rachunek?

S: Spotkałem wielu traderów, inwestorów, czy zarządzających różnymi fundami jedyne co widziałem to snobów o wybujałym ego, uważających się za panów wszechświata. W tygodniu kochający mąż, a na konferencjach obraca opłacane panienki. Myślę, że w pewnym momencie zacząłem dążyć do tego samego, co robili ludzie z mojego otoczenia i szybko zdałem sobie z tego sprawę. Dodatkowo osoby z którymi współpracowałem zaczęły za bardzo kombinować. Tutaj też działania niektórych ludzi z KNF i GPW przeważyły o tym, by kompletnie odciąć się od tego wszystkiego. Była to szybka decyzja i praktycznie w ciągu jednego dnia zakończyłem wszystkie tematy.

N. T.: Ile miałeś lat gdy zacząłeś trejdować?

S: Pierwszą transakcję zrobiłem w wieku 20 lat jednak na poważnie zająłem się tradingiem dopiero po ukończeniu 25 lat.

N. T.: Na swoim blogu wspominasz, że spekulacji uczyłeś się od największych spekulantów tego kraju. Możesz zdradzić jakieś nazwiska? Jak to się stało, że trafiłeś pod ich skrzydła?

S: M.in. Patrowicz. Nie wiem, czy mogę zdradzać wszystkie nazwiska. Są to osoby dobrze znane w polskim świecie finansów, szczególnie osobom spekulującym na rynku NewConnect. Poznałem ich poprzez pracę, którą wtedy wykonywałem.

N. T.: Domyślam sie, że nie od początku mogłeś uczyć się od kogoś. Jak Twój proces nauki wyglądał wcześniej, na początku? Skąd czerpałeś wiedzę?

S: Moja początkowa wiedza pochodziła z ‘Gry giełdowej’ ukazującej się w dawnym Sztandarze Młodych. Także, gdy otworzyłem swój pierwszy rachunek maklerski znane były mi jedynie podstawy. Na początku moja przygoda z giełdą nie trwała zbyt długo z uwagi na nieciekawą sytuację finansową, która nie pozwalała mi na inwestowanie kapitału. Gdy zacząłem obracać się wśród maklerów i zawodowych traderów zacząłem na poważnie przyglądać się giełdom. Właściwie w tamtym okresie nie przeczytałem ani jednej książki o tradingu. Opierałem się głównie na informacjach innych traderów, w późniejszym czasie uczestniczyłem w kilku szkoleniach m.in. u Van Tharpa. Sytuacja uległa zmianie, gdy zacząłem spekulacje na własną rękę m.in. na rynku Forex. Tutaj dużo dały mi szkolenia Van Tharpa, a w późniejszym czasie książka „Droga Żółwia” Curtisa Faitha. Choć głównie wiedzę o spekulacjach na rynku Forex, czy CFD zdobywałem z Twittera.

N. T.: Z Twittera? W sensie, że followowałeś ludzi, którzy piszą o swoich pozycjach itp? Jak z tego można się nauczyć grać?

S: Tak, na samym początku twitter, a później portal stocktwits.com odegrał ogromną rolę w moim tradingu. Obserwowałem ludzi którzy pisali o swoich pozycjach, przedstawiali różne analizy. Choć bardziej interesowały mnie linki do ciekawych publikacji, webinarów. To właśnie za pośrednictwem Twittera polecono mi książkę „Droga żółwia”. Wiele osób, które obserwowałem prowadziło własne blogi, tradowało zawodowo, czy zarządzało fundami. Odpowiadałem na ich twity, komentowałem arytkuły na blogach itd. W 2011 r. stworzyliśmy dość zwartą ekipę na portalu stocktwits.com, była nas garstka – głównie Anglicy. Ja im pisałem o naszym FW20, oni o DAX 30 i FTSE 100. Na naszym rodzimym kontrakcie, Anglicy grali za pośrednictwem IG Markets, gdzie mieli 8 pkt spread, szybko zrezygnowali J Jakoś w 2013 roku na dwa lata przestałem kompletnie korzystać z twittera, odciąłem się całkowicie od social media. O ile było to dla mnie dobre na początku, z czasem natłok informacji po prostu zaczął męczyć. To tylko pokazuje, że początkujący w obecnych czasach mogą mieć naprawdę problem z przesiewem informacji.

N. T.: Czy nadal obserwujesz tam kogoś? Są jakieś konta warte obserwacji, które mógłbyś polecić?

S: Wiele z tych osób już nie jest aktywnych, ale część z nich nadal się udziela jak Davie Robertson, David Atherton, Jamie Walker, Anthony Harrington czy Futures Trader 71. Niektóre osoby potworzyły dość znane portale jak np. Big Mike i jegofutures.io – kopalnia wiedzy, a zaczynał od zwykłego bloga.

N. T.: Co byś doradził komuś, kto dopiero chce zacząć swoją przygód z tradingiem – skąd ktoś taki powinien czerpać wiedzę? W internecie jest mnóstwo informacji ale większość z nich to bzdury a za ekspertów podają się osoby, które nie mają pojecia o rynkach. Jak w takim natłoku informacji, ktoś kto nie ma doświadczenia, ma oddzielić ziarno od plew?

S: Gdybym dzisiaj miał rozpocząć handel, rzeczywiście mogłoby to być trudne. Ilość dostępnych informacji w Internecie aż przeraża. Tak jak mówisz, większość to typowe bzdury, które z tradingiem mają niewiele wspólnego, chociażby teorie fal Elliota, czy teorie Thomasa Demarka. Dużo osób zauważyło, iż na przekazywaniu informacji o rynkach można zrobić pieniądze i pojawiła się plaga szkoleń, które nie dosyć, że są drogie to nie przekazują dostatecznie użytecznych informacji. Co więcej, informacje w Internecie pokazują, że na rynku można zarabiać, ale nie uczą jak to robić. Nie znam szkolenia, które by uczyło zarabiać, czyli tzw. prowadzenie tradera za rękę. Jeżeli mamy nauczyć się zarabiać, należy w pierwszej kolejności nauczyć się nie tracić, co jest Świętym Graalem. Konsekwencją nietracenia jest zarabianie. Każdego początkującego zachęcam do spisywania swoich poglądów na kartce papieru, czy na komputerze. Stworzenie trading planu i dziennika swoich spekulacji to absolutne minimum, niezależnie czy spekulujemy na akcjach, rynku terminowym, czy Forex. Dla zupełnie nieobeznanych osób, szkolenia, webinaria oferowane przez brokerów są wystarczające w kontekście podstaw. Jednak każdy trader musi wiedzieć jakie są jego oczekiwania co do tradingu i odpowiedzieć na podstawowe pytanie: dlaczego rozpoczął przygodę z rynkami. Czy został omamiony marketingiem brokera, czy po prostu szukał alternatywnych źródeł dochodu i sam bez mamienia wybrał trading jako alternatywę. Problemem większości traderów, nie tylko tych początkujących, którzy liznęli choć odrobinę analizy technicznej, jest przeświadczenie w stylu „Jestem traderem intuicyjnym, znam analizę techniczną i mogę robić na rynku co mi się żywnie podoba. W głębokim poszanowaniu mam prowadzenie dzienników spekulacji – nie mam na to czasu, muszę zarabiać na rynku”. Osobiście nie znam żadnego tradera, który regularnie zarabia na rynku i nie prowadzi dziennika swoich spekulacji. Każdy kto podchodzi do tego poważnie, będzie prowadzić tego typu dzienniki i będzie rygorystycznie oraz szczerze podchodzić do wniosków płynących z własnych spekulacji. W tradingu nie ma miejsca na stwierdzenia „Gram to co widzę na wykresie. Nie bawię się w nic innego.” Tego typu stwierdzenia najczęściej wygłaszane są przez sezonowych traderów, którzy stwarzają początkującym złudne wyobrażanie, iż na rynku wystarczy patrzeć na reakcje cenowe. Al Brooks uznawany za ojca price action, otwarcie przyznaje, że kluczem do jego sukcesu było rygorystyczne podejście do wniosków płynących z dziennika jego spekulacji i obserwacji reakcji cenowych.

N. T.: Patrząc wstecz z miejsca, w którym jesteś, czy możesz powiedzieć, że miałeś jakieś momenty, wydarzenia czy też zmiany w sposobie postrzegania rynków, o których mógłbyś powiedzieć, że były dla Ciebie przełomowe?

S: Tak, było wiele takich momentów. Po pierwsze było to szkolenie Van Tharpa , które niesamowicie wpłynęło na moją psychikę. Każdemu traderowi polecam książki jego autorstwa. Do jednych z przełomowych momentów zaliczam przeczytanie książki Curtisa Faitha „Droga Żółwia”. Zainspirowała mnie do stworzenia systemu opartego o 10, 50, 200 SMA prowadzonych po cenach minimalnych i maksymalnych + Fibonacci Pivot Points z którego korzystam po dziś dzień. Uświadomiłem sobie, że to czego nauczyłem się wśród maklerów DI BRE jest dobre tylko i wyłącznie na polskim rynku. Każdy rynek rządzi się swoimi prawami i to co działa na jednym rynku , nie będzie działać na innym. Co więcej, należy być elastycznym w swoim podejściu. To co działało 10 lat temu, ba nawet rok temu niekoniecznie musi działać obecnie. Myślę, że największą może nie tyle co zmianą, a zdziwieniem było postrzeganie polskiego rynku akcyjnego. Przez długi czas wydawało mi się, że na GPW rzeczywiście można grać uczciwie w oparciu o analizę techniczną, czy fundamentalną. Niestety w pewnym momencie okazało się, że w najwyższych organach sprawujących pieczę nad „prawidłowym” funkcjonowaniem rynków finansowych w Polsce zasiadają zwykli manipulanci, żeby nie powiedzieć bandyci. Kilka historii opisałem na swoim blogu przez które spotkało mnie wiele nieprzyjemności. Cieszy mnie natomiast fakt, iż wiele z tych osób usłyszało wyroki. Przełomowym wnioskiem, który płynął z tych wszystkich przygód było traktowanie każdego tradera jak wroga. W tradingu nie ma miejsca na przyjaźnie.

N. T.: Dlaczego to czego się nauczyłeś od maklerów DI BRE działało tylko na polskim rynku? Na czym, mówiąc pokrótce, polega główna różnica w tradingu na GPW a np na FDAX? Domyślam się, że płynność to tylko jeden z elementów…

S: Heheh nie do końca miało to związek z płynnością, bo w tamtym czasie, gdy Reiffeissen szalał na GPW mieliśmy odpowiednią płynność. Ja do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego nie mogłem przełożyć zasad z GPW na Forex, czy FDAX. Wydaje mi się, że problem polega na tym, że na naszym rynku nie mamy HFT, tradingu algorytmicznego i market makerów(animatorów), którzy uprawiają różnego rodzaju sztuczki. Zdarzały się cuda na fixingu na FW20, ale jednak to nie to samo.Wtedy to jeszcze wszystko działało na starym WARSET, mieliśmy ograniczenia w rodzaju składanych zleceń itd. Jeżeli grałeś na kontraktach terminowych miałeś rozliczenia depozytów w trakcie sesji, tego nie było na CFD. Rynki zmieniają się dość dynamicznie, co chwila wchodzą jakieś nowe produkty strukturyzowane, które okazuje się, że mają niesamowity wpływ na zachowania giełd. Wiedza przekazywana od maklerów była darmowa. Podejrzewam, że im też nie chciało się opowiadać wszystkiego, albo po prostu o niektórych kwestiach nie mówili, bo nie mogli. Co ciekawe natomiast jest, że praktycznie nie poruszali kwestii wskaźników opartych o cenę. To samo tyczy się osób, z którymi później współpracowałem. Najważniejsza była cena, arkusz zleceń i klasyczna analiza techniczna. Dochodził też do tego element fundamentalny. Poruszane też były takie kwestie jak wybicia szczytów na S&P 500 jako wskaźnik do zajmowania pozycji długich na naszym kontrakcie, ale nikt nie wyjaśniał mi co powoduje ruchy w USA. Dlaczego USA reaguje na dobre dane raz wzrostami, raz spadkami.

N. T.: Czy miałeś kiedyś chwile zwątpienia, chciałeś rzucić trading bo uznałeś, że nigdy nic z tego nie będzie? Jeśli tak, to jak radziłeś sobie z takimi uczuciami?

S: Chwile zwątpienia pojawiały się wraz z dużymi stratami. Może nie tyle co myślałem wtedy, że z tego nic nie będzie, bo na rynku zarobić konkretną sumę nie jest absolutnie problemem. Problem to utrzymanie tych zysków, gdy włącza się pazerność. Byłem zbyt pazerny, gdy rozpocząłem spekulacje na własny rachunek i to mnie po trochu gubiło. Myślę, że w pewnym momencie byłem bardzo zdeterminowany, by pogrążyć się finansowo. W chwilach zwątpienia pomagał mi wysiłek fizyczny. Były też inne metody na radzenie sobie w takich chwilach, ale nie wiem czy chcę dawać zły przykładJ A w niedopuszczaniu do chwil zwątpienia pomógł mi rzetelny rachunek sumienia, prowadzenie dziennika spekulacji i trzymanie się własnych z góry określonych reguł.

N. T.: Jaki jest Twój system na to, aby nie tracić zarobionych pieniędzy, aby nie włączyła się pazerność? Jesse Livermore wypłacał 50% swoich zysków (niestety nie pamiętam w jakich odstępach czasowych) a 50% zostawiał do dalszej spekulacji. Też tak robisz czy wypracowałeś sobie inny sposób zarządzania kapitałem?

S: Po pierwsze to wspomniane rzetelne prowadzenie dziennika spekulacji i ustalenie tradingu planu. U mnie działa to tak, że mam z góry określoną miesięczną wypłatę dla każdej prowadzonej „kampanii spekulacyjnej”. Dla day-tradingowych zagrań jest to podobnie 50%, ale już dla swingów, czy długoterminowych spekulacji jest to 100%. Sama wypłata zysków nie jest sposobem na pazerność, czy chciwość. Sposobem jest trzymanie się swoich zasad, które muszą być logiczne i przemyślane. Można czasem spotkać się z osobami, które mają skuteczność powyżej 70% i twierdzą, że nauczyły się jak nie tracić i trzymają się tych zasad. Jednak po głębszej analizie zagrań takich osób, dochodzisz do wniosku, że taka osoba np. przetrzymywała pozycję na 70% stracie, tylko po to by zaksięgować zysk w wysokości 1-2%. Tego typu zasady prócz nazwy nie mają nic wspólnego z zasadami zarządzania kapitałem. O ile w krótkim terminie może to dać jednorazowy zastrzyk gotówki, w dłuższym terminie nie sprawdzi się to w ogóle. Osobiście nazywam to mentalną masturbacją własnego ego, aby pokazać w Internecie swoje wszystko-najlepiej-wiedzenie. Szkoda mi tych ludzi.


Jeśli podoba Ci się ten wywiad, przeczytaj również wywiady z Rafałem Zaorskim i Michaelem Stapletonem.


N. T.: Na blogu wspominałeś, że masz jeszcze swoje obowiązki służbowe. Wnioskuje wiec, że oprócz tradingu zajmujesz się jeszcze czymś innym. W jaki sposób udaje Ci sie pogodzić prace i trading? Czy myślisz, że ktoś początkujący, bez doświadczenia, kto większość dnia spędza w pracy (lub szkole) może z powodzeniem zajmować się również tradingiem?

S: Trading nie jest moim głównym źródłem utrzymania i bez względu na wszystko nigdy nim nie będzie. Jestem akurat w komfortowej sytuacji i moje obowiązki służbowe nie sprowadzają się do siedzenia w jednym miejscu po 8 godzin przez 5 dni w tygodniu. Zdarzają się dni, gdzie w ogóle nie handluję, ale nie przeszkadza mi to szczególnie. Rynki działają 24h, a przerwa od handlu wpływa na mnie bardzo pozytywnie. Jeżeli ktoś spędza większość czasu w szkole, winien skupić się na edukacji w pierwszej kolejności, a handel odstawić na bok. Mam na myśli tutaj handel na forex, czy rynku terminowym. Z powodzeniem można również handlować po pracy, czy szkole – wszystko zależy od naszych oczekiwań do tradingu. Moimi ulubionymi godzinami handlu są dwie ostatnie przed zamknięciem giełd w USA. Aczkolwiek tak jak wspomniałem, uczący się winni skupiać swoją uwagę na edukacji i zbytnio nie iść w wir obietnic o milionach. Dla młodego człowieka pokusa ogromnych zysków z Forex jest na tyle duża, że często podejmuje nieodpowiedzialne decyzje, które mogą go już na początku wprowadzić w tarapaty finansowe, o które obecnie bardzo łatwo. Spotkałem się z studentami, którzy pozaciągali kredyty na spekulacje i wszystko potracili. Dlatego młody człowiek winien angażować mały kapitał i nie zaciągać niepotrzebnie zobowiązań kredytowych na potrzeby spekulacji. Jest to jeden z najgorszych błędów – niestety dość często popełniany. Szkoła, czy praca nie przeszkadzają w długoterminowych inwestycjach w akcje.

N. T.: Dlaczego trading nigdy nie będzie Twoim głównym źródłem utrzymania? Wydaje mi się, że dla większości osób właśnie taki jest cel tradingu…. wolność finansowa i czasowa, czy nie o to właśnie chodzi?

S: Wiesz, to zależy kto ma jakie cele w tradingu. Trading może być dodatkowym przychodem, może być sposobem na życie, a czasami tylko chwilowym zastrzykiem gotówki. Nie rozumiem osób z którymi często rozmawiam i twierdzą, że jeżeli nie robisz po kilkanaście tysięcy złotych zysku w miesiącu to trading nie ma sensu. Gdy zaczynałem, dysponowałem bardzo małym portfelem i każdy zysk bez względu na to, czy wynosił 30-100 zł był dla mnie czymś. Wśród wielu młodych traderów panuje przekonanie, iż praca na etacie jest czymś złym. Nie wiem z czego wynika to przeświadczenie, być może młode pokolenie dorasta w innych czasach i jest bardzo leniwe, gdzie pieniądz odgrywa największą rolę i w ogóle nie skupia się na edukacji. Obecnie zajmuje się wsparciem dla największych instytucji finansowych w Europie i jestem odpowiedzialny za wiele kwestii, bez których trading dla wielu osób byłby w ogóle niemożliwy. Jeżeli trading ma być wolnością finansową i czasową, wymaga to wielu wyrzeczeń, odpowiedniego zaplecza finansowego i solidnej ciężkiej pracy, która niekoniecznie może przynieść efekt. Może, gdy skończę 50-60 lat wtedy trading będzie dla mnie głównym źródłem dochodu. Na ten czas bazą jest stałe, stabilne comiesięczne wynagrodzenie, różnego rodzaju premie i bonusy. Zauważ, ze wielu znamienitych traderów to osoby z wykształceniem – Al Brooks dr. Nauk Medycznych w dziedzinie okulistyki, William Eckhardt dr. Nauk Matematycznych. Jeżeli więc już trading ma dać wolność finansową, musisz na początku mieć odpowiednie zaplecze finansowe, które uzyskasz dzięki pracy na etacie, czy własnemu biznesowi. Tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na życie z tradingu od początku. Niestety do tych nielicznych nie będzie należeć każdy Kowalski spekulujący na rynkach.

N. T.: Twoimi ulubionymi godzinami są dwie ostatnie przed zamknięciem sesji w USA, ale w sumie jak dużo czasu poświęcasz dziennie na trading? Czy zanim otworzysz pierwszą pozycję, spędzasz trochę czasu na przygotowaniach, tj. zrobieniu analiz, prześledzeniu innych rynków, przeczytaniu newsów itp? Jak ten proces u Ciebie wygląda?

S: To jest bardzo dobre pytanie. Tutaj winszuję szkoleniowcom z VTI Van Tharpa – zrób plan, przygotuj się, wykonaj go. Codziennie po 22:00 spędzam około 20-30 minut na analizę tego co się działo w ciągu dnia. Wprowadzam sobie dane do akrusza, wyliczam Fibo pivot pointsy, symuluję sobie przebieg średnich kroczących i wiem czego się spodziewać. Kolejne 20 minut spędzam na wrzucaniu swoich wyników do arkuszy zleceń. Dziennik swoich spekulacji jest niesamowitym narzędziem do nauki. Myślę że żadne szkolenie, czy książka nie są w stanie tego zastąpić. Jeżeli nie mam czasu wieczorem, robię to rano przed startem sesji. Nie wyobrażam sobie wejścia na rynek bez przygotowania. Bardzo mi w tym pomaga prowadzenie bloga, gdzie spisuję większość swoich przekonań. Jeżeli coś pójdzie niezgodnie z planem, sięgam do tych wpisów i wyciągam z nich wnioski, następnie w swoim „dzienniku” umieszczam stosowne komentarze. Cieszy mnie fakt, iż wielu traderów co raz bardziej zaczyna doceniać prowadzenie dzienników i przygotowywać się przed sesjami. Kompletnie nie kupuję stwierdzenia, że trader nie analizuje tylko handluje, wchodzi na rynek i gra to co widzisz. Jest to bzdura.
Na sam trading w ciągu dnia poświęcam średnio 4 godziny. Jeżeli mam luźniejszy dzień, potrafię spędzić i 10h przed komputerem, ale wtedy uprawiam głównie skalping. Bezproduktywne siedzenie przed komputerem i patrzenie się na wykresy nie jest dla mnie. Zagrania swingowe, które najczęściej pojawiają się u mnie po zamknięciu świec H4 nie wymagają ciągłego siedzenia przed wykresem.

N. T.: Ktoś, kto dopiero trafił na Twojego bloga, może dojść do wniosku, że trejdujesz głównie na DAX Futures, ewentualnie czasem na S&P 500 Futures. Jednak to chyba nie od tych rynków zaczynałeś. Przez jakie rynki „przechodziłeś” wcześniej i dlaczego teraz skupiasz się głównie na DAXie?

S: Rzeczywiście, zaglądający na mojego bloga mogą odnieść wrażenie, że handluję tylko na niemieckim kontrakcie DAX Futures. Natomiast jeszcze kilka lat temu byłem kojarzony tylko i wyłącznie z rynkiem NewConnect. Tak jak wspomniałem na początku, rozpocząłem przygodę na polskim rynku akcyjnym i derywatów. Obecnie głównie handluję CFD DAX Futures i rzeczywistym DAX Futures, które stanowią 60% moich spekulacji. 20% to amerykański rynek terminowy, 20% to waluty USDJPY, NZDUSD, USDCAD oraz akcje. Jeśli chodzi o akcje nie uprawiam już Day Tradingu, traktuję je jako inwestycje średnio i długoterminowe. Miałem epizod z opcjami binarnymi, do których zachęciły mnie artykuły w nieistniejącym już „SFO Mag”, który upadł po tym jak wykryto nieprawidłowości u brokera „PFG Best”. Jednak nie polecam nikomu opcji binarnych, chyba że ktoś spekuluje bez użycia zleceń SL. Szybko zrezygnuje z tego rynku i nauczy się stawiać stop lossy.

N. T.: Dlaczego grasz zarówno na CFD DAX jak i na DAX Futures? Jakie widzisz różnice pomiędzy realnym rynkiem a CFD?

S: CFD używam głównie do testowania nowych strategii długoterminowych, które następnie wykorzystuję na rynku rzeczywistym. Dlaczego na CFD ? Ponieważ na CFD mogę przy niewielkim zaangażowaniu kapitału ponieść niewielkie straty. Na rynku rzeczywistym jest to praktycznie niemożliwe, depozyt na jeden kontrakt DAX Futures to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Co prawda Niemcy wprowadzili kontrakt Mini DAX Futures, ale jednak nadal w tej kwestii CFD przewyższają rynek rzeczywisty o głowę. Dziwi mnie trochę, że tak mało osób korzysta z realnego kontraktu, ale być może kiedyś to się zmieni… Głównym problemem CFD jest market making brokerów, którzy często bawią się w „polowanie” na SL, sztuczne przeciąganie kursów itd. Jeżeli poważnie podchodzisz do swoich finansów, należy wyeliminować wszelkie ryzyka, które mogą doprowadzić do katastrofy w portfelu. Oczywiście można wybrać porządnych brokerów oferujących zarówno CFD jak i kontrakty, jednak wiąże się to z wniesieniem wysokich kapitałów początkowych, co skutecznie odstrasza początkujących traderów.

N. T.: Zrobiłeś kiedyś na swoim blogu wpis na temat czytania arkusza zleceń. Czy umiejętność „czytania taśmy” przydaje Ci się w jakiś sposób w grze na DAXie? U brokerów CFD, z których korzysta większość osób, widać jedynie wykres – myślisz, że umiejętność czytania wolumenu w arkuszu zleceń przekłada się jakoś na umiejętność lepszego rozpoznawania sytuacji na rynku na podstawie czystego wykresu?

S: Kompletnie nie przydaje się na CFD DAX Futures/Index, ba nawet na DAX Futures nie widzę niczego przydatnego w czytaniu arkusza zleceń. W dobie HFT trzeba być Flashem Gordonem, aby ogarnąć taśmę. Zerknę czasem na arkusz zleceń, gdy kurs zbliża się do jednego z oporu Fibo Pivot, jednak traktuję to tylko i wyłącznie „informacyjnie”. Nie daje mi to przewagi na rynku. Natomiast na FW20 nie wyobrażam sobie handlu bez czytania arkusza zleceń. Również sam wolumen jest jako tako dla mnie nieprzydatny, natomiast w połączeniu z liczbą otwartych pozycji może dać lekką przewagę. Jednak wnioski płynące z obserwacji LOP i wolumenu są wnioskami czysto subiektywnymi, a jak wiadomo subiektywizm na rynku nie jest mile widziany.

N. T.: Czyli jednak wykres i to co z niego można wyczytać (oraz z nałożonych wskaźników, SMA itp) jest najważniejszy? Z jakich timeframe’ów najczęściej wchodzisz w pozycje day-tradingowe, np. na CFD DAX czyli chyba najbardziej popularnym rynku w „polskim internecie”?

S: Nie do końca. Patrząc na arkusz zleceń widzisz tak naprawdę to co się dzieje w danej chwili + dodatkowe informacje jak wolumen. Patrząc na wykres widzisz to co się dzieje w danej chwili i to co było wcześniej. Na DAX Futures najważniejsza jest dla mnie cena zamknięcia danego interwału w relacji do szczytu/dołka. Gdybym patrzył tylko i wyłącznie na taśmę, nie uzyskałbym takiej informacji od razu. Musiałbym to sobie tak, czy siak gdzieś zapisywać. Na wykresie widzę od razu co się działo. Co do SMA – średnia krocząca na niskich interwałach sama w sobie jest tak naprawdę nieprzydatna – to po prostu średnia cena ale przedstawiona w inny sposób. Natomiast jest to bardzo przydatny wskaźnik jako element decyzyjny mojej strategii. Strategia oparta o średnie kroczące na CFD DAX jest jedną z moich głównym strategii. Przy zagraniu day-tradingowym najczęściej wchodzę w spekulacje z interwału 5-minutowego lub H1. Jednak jeśli cena z sygnału na H1 odbiegnie odpowiednio daleko, pozycję taką wtedy traktuję jako spekulację krótkoterminową i przetrzymuję ją przez kilka dni, oczywiście w zależności od tego co dzieje się na rynku.

N. T.: W swojej strategii wykorzystujesz różne narzędzia do analizy, np. oprócz podstawowych typu linie trendu, wsparcia i opory czy średnie kroczące, również zwracasz uwagę na indeks VXV:VIX oraz SKEW. Gdybyś jednak mógł zostawić sobie tylko 1 z tych narzędzi, co by to było? Bez czego absolutnie niemógłbyś się obyć i dlaczego?

S: Może zacznę od tego, że praktycznie od początku handlowałem w oparciu o linie trendu, przecięcia średnich kroczących, czy pivot points. Gdy skupiłem się głównie na CFD i Forex, zacząłem eksperymentować z graniem na strefy wykupienia/wysprzedania (RSI, Stoch). Po wyzerowaniu kilku rachunków wróciłem ponownie do fibo pivotów, linii trendu i średnich kroczących jednak tutaj zainspirował mnie Curtis Faith „Drogą Żółwia” i rozpocząłem spekulacje o przejście ceny przez 50-SMA poprowadzonych po cenach maksymalnych i minimalnych. Jeśli chodzi o SKEW, VIX, czy inne wskaźniki jak np. RYDEX Fund Sentiment Ratio Nova/Ursa są to instrumenty, które wykorzystuję w handlu na S&P 500 Futures i dają mi obraz tego co dzieje się na rynku. Sam wykres dla tak rozbudowanego rynku jest dla mnie niewystarczający, gdyż lubię handlować w średnim i długim terminie na S&P 500 Futures. Gdybym miał zostawić jeden z nich, na pewno byłby to indeks VIX. Silne wystrzały w górę na VIX pozwalają mi na odnalezienie punktów zwrotnych na S&P 500 Futures w kontekście intraday, czy długoterminowych trejdów. Jeżeli pojawia się wystrzał w górę winno to skutkować odwróceniem trendu na wszystkich interwałach czasowych. Jest niezmiernie użytecznym wskaźnkiem, gdy S&P 500 Futures znajduje się w konsolidacji zarówno o zwiększonej jak i niskiej zmienności.

N. T.: Czy grając na S&P 500 Futures obserwujesz tylko część wykresu z sesji amerykańskiej czy patrzysz też co działo się tam podczas sesji azjatyckiej i europejskiej? Są traderzy, którzy całkowicie wycinają ze swoich wykresów te dwie ostatnie sesje i skupiają się tylko na amerykańskiej, a lukę, która w ten sposób powstała, traktują jako lukę otwarcia. Jednym z nich jest np _lakai_ z tradeitdontdateit.com

S: Obserwuję tylko to co dzieje się od 15:30 do 22:15. W okresie publikacji wyników finansowych obserwuję wszystko co dzieje się po godzinach regularnego handlu. Nie oznacza to jednak, że nie otwieram pozycji w trakcie sesji europejskiej, co prawda staram się unikać handlu na S&P 500 Futures o 8:00 rano, ale zdarzają się takie sytuacje. Rzeczywiście są traderzy, którzy całkowicie wycinają te sesje, ale to samo tyczy się niemieckiego kontraktu na DAX. Traderzy handlujący na realnym kontrakcie bardzo często przestają handlować wraz z zamknięciem rynku kasowego w Niemczech, a serie kontraktów rozpatrują tylko i wyłącznie w okresach 3 miesięcznych. To co działo się w styczniu, jest nieistotne dla obecnej wrześniowej serii. Co do sesji azjatyckiej, do momentu w którym nie ma u nich żadnych „zawirowań fundamentalnych” kompletnie ich ignoruję.

N. T.: Czy używasz również analizy fundamentalnej? Zwracasz uwagę na sytuację polityczną, gospodarczą na świecie?

S: Nie jestem wielkim fanem analizy fundamentalnej i ma znikomy wpływ na moje spekulacje na Forex, czy kontraktach. Jedyny rynek, gdzie korzystam z analizy fundamentalnej to polski rynek akcyjny. Aczkolwiek tutaj jestem wyczulony na wszelakie dziwne raporty, gdzie pojawiają się wzmianki o listach intencyjnych. Jeżeli po takich informacjach pojawia się wzrost kursu, staram się nie wchodzić w takich ruch. Uważam, iż wzrosty pod informacje o listach intencyjnych to typowe „pump and dump”.

N. T.: Czy trejdujesz podczas danych makro? Jaka jest Twoja opinia na temat ich wpływu na rynek? Spotkałem się z różnymi zdaniami na ten temat i niektórzy twierdzą, że dane, niezależnie od ich wyniku, i tak popchną rynek tylko w tą stronę, w którą i tak miał iść zgodnie z linią najmniejszego oporu. Co o tym sądzisz?

S: Obecnie nie handluję, jestem typowym technikiem. Kiedyś handlowałem na walutach pod publikacje makro. Dałbym sobie uciąć obie ręce gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że dane makro są bez znaczenia. Było to w czasach, gdy nie miałem wypracowanej własnej strategii. Jeżeli masz swój własny system, wygeneruje on sygnał kupna/sprzedaży bez względu na odczyt makro jaki poleci na rynek. Choć są odczyty takie jak amerykańskie payrollsy, na których staram się być poza rynkiem ze względu na towarzyszącą im chwilową podwyższoną zmienność . Wielu brokerów wykorzystuje ten odczyt jako chwyt marketingowy i zachęcają do handlu pod te dane – co jest zrozumiałe. Większość traderów nie korzysta ze zleceń SL i handel pod tego typu odczyty często kończy się katastrofą. Natomiast moja partnerka gra pod dane makro i łączy to jakoś z techniką. Nie wiem jak to robi, ale jej wychodzi J. Większość osób, które nie mają opracowanej obiektywnej strategii będą korzystać z hybrydowego połączenia AT + AF + dane makro.

N. T.: Jak ważna jest psychologia w tradingu? Czy w pewnym momencie strategia przestaje mieć większe znaczenie i bardziej liczy się to co trader ma w głowie i jak jest sobie w stanie poradzić z własną psychiką?

S: Ciężko zdefiniować czym jest tak naprawdę psychologia w tradingu. Uważam, że strategia winna być dopasowana do tego co mamy w głowie i jakimi jesteśmy ludźmi na co dzień, a nie odwrotnie. Człowiek nie zmienia się na zawołanie. Psychologia to nauka gdzie akceptowane jest „wodolejstwo” i często w Internecie można spotkać ekspertów od psychologii. Van Tharp uważa, że osoby o pewnych skłonnościach w ogóle nie powinny zajmować się handlem. Polecam test psychologiczny Van Tharpa http://www.tharptradertest.com Jeżeli mamy skłonności do eksperymentowania z używkami lub szybko ulegamy nałogom nie winniśmy handlować, może to przerodzić się w hazard. Każdego zachęcam do spisywania własnych przekonań o rynku, swoich słabych i mocnych stron i na tej podstawie można stworzyć strategię, która będzie idealnie dopasowana do naszej psychiki. W tradingu psychologia odgrywa duże znaczenie wśród osób, które poruszają się po rynku po omacku i jedyne czego szukają to strategii idealnej. Wielu początkujących wychodzi z założenia, że znalezienie takiej strategii spowoduje, że przestaną odczuwać strach, frustrację i inne negatywne odczucia.

N. T.: Ciekawy test, opublikuję swoje wyniki pod tym wywiadem:) Przeprowadzasz go regularnie? Jeśli tak to czy na przestrzeni czasu zauważyłeś jakieś zmiany w jego wyniku?

S: Nie przeprowadzam go regularnie. Monitoring swojego zachowania w krótkich okresach chyba nie ma sensu. Tak jak wspomniałem, człowiek nie zmienia się na zawołanie, może co najwyżej modulować niektóre swoje nawyki ot tak. Na zmiany trzeba czasu. Pamiętam gdy pierwszy raz wykonałem ten test otrzymałem informację, że jestem typem tradera, który zawsze chce mieć rację, czyli np. skuteczność w tradingu na poziomie 90% albo i lepiej, co sprawdza się w bardzo krótkim terminie, ale w dłuższym już niekoniecznie. Obecnie klasyfikowany jestem jako trader niezależny, co ma swoje plusy jak i minusy – z resztą jak wszystko. Od momentu, gdy zacząłem pracować nad sobą zmieniło się wiele elementów. Myślę, że giełda po części wyeliminowała u mnie pewne emocje, stałem się obojętny na wiele spraw. Niektórzy twierdzą, że bez problemu mógłbym być komornikiem pozbawionym empatii J

N. T.: Jakiś czas temu słyszałem teorię, że wyjścia z pozycji są ważniejsze niż wejścia. Co o tym myślisz?

S: Hehe też słyszałem podobną teorię. Moim zdaniem wejście jest najważniejsze. Dobrego tradera nie poznasz po tym jak kończy, ale po tym jak zaczyna. Inteligentne, przemyślane wejście jest kluczem do sukcesu i wyróżnia profesjonalistów od amatorów. Błędne wejście na rynek przy braku zarządzaniem kapitałem wywołuje strach frustrację i wydzielanie się kortyzolu, hormonu strachu. Tutaj właśnie pojawia się aspekt psychologiczny. To wejścia powodują, iż zaczynamy zachowywać się irracjonalnie. Polecam książkę Johna Coatesa „Godzina między psem, a wilkiem”, która dla mnie jest numerem jeden jeśli chodzi o funkcjonowanie mózgu tradera.

N. T.: Czy znasz jeszcze jakieś inne książki przydatne traderowi, które szczególnie polecasz?

S: Z tymi książkami to jest tak, że im więcej ich czytasz tym większy mętlik w głowie może się pojawić. Niektóre książki napisane są w taki sposób, aby czytelnik uwierzył w przekazywany bełkot. Myślę, że okres, kiedy chłonąłem książkę za książką był dla mnie zły. Przeczytałem tego dziesiątki jak i nie setki i tak naprawdę mógłbym z nich wszystkich polecić kilka pozycji. Oprócz wspomnianej „Drogi Zółwia” i „Godziny […]”, każdego tradera zachęcam do zapoznania się z Van Tharpem „Trader Doskonały”, czy „Poradnik spekulanta. Bardzo ciekawą książką jest pozycja Victora Neiderhoffera „Practical Speculation”, która spotkała się z olbrzymią krytyką. Autorem książki jest osoba, która dosłownie w chwilę zbankrutowała, tracąc potężny kapitał. Autor twierdzi, że sam się uczy poprzez uczenie innych, czy pisanie książek. Do zbioru można dodać jeszcze „W transie inwestowania” Douglasa jednak nie wiem, czy ta książka jest tak naprawdę przydatna komuś, kto dopiero rozpoczyna przygodę z rynkiem. W 1932 roku Richard Schabacker wydał książkę „Technical Analysis and Stock Market Profits – the real bible of technical analysis” – nie wiem, czy jest lepsza pozycja na rynku traktująca o klasycznej analizie technicznej. Ale żeby nie było, że o rynkach mogą pisać wyłącznie zagraniczni autorzy. Z Polskich pozycji polecam „Drogę Inwestora – Chciwość i strach na rynkach finansowych” Zalewskiego i Zaleśkiewicza traktująca o psychologii w spekulacjach. Myślę, że to co jest opisane w tej pozycji to lustrzane odbicie większości jak i nie każdego tradera, który zaczynał swoją przygodę z rynkami.

N. T.: Dzięki za wywiad!

S: Również dziękuję !

Mam nadzieję, że Wam się podobało! A na koniec jako mały bonus wklejam obiecany wynik mojego testu Van Tharpa:

You endeavor to develop a logical explanation for how the markets work. You value knowledge above all else. As a result, you’ll be generating new ideas about the market or trying to disprove the ideas that you learn from others constantly. You are very independent, unconventional, and original.

One of Your Trading Strengths – You like the challenge of sorting out market conditions and the intellectual stimulation of developing and planning low-risk trading ideas.

One of Your Trading Challenges – You may reject or abandon workable systems if the logic isn’t clear because you don’t understand the systems boundaries ahead of time.

Ciekawy jestem Waszych wyników, wklejajcie je w komentarzach!:)


Jeśli podoba Ci się ten wywiad, przeczytaj również wywiady z Rafałem Zaorskim i Michaelem Stapletonem.

 

 

(Visited 2 083 times, 1 visits today)
  1. Ciekawy wywiad, ale mam mieszane uczucia co do jednej rzeczy. W wywiadzie i u niego na blogu często pojawiają się nawiązania do dziennika tradera, że to jest ważne i pomocne…. Rafał Zaorski na warsztatach TJS Tour w czerwcu przedstawił zupełnie inny punkt widzenia. Mówił, że dziennik tradera jest nieprzydatny i tylko szkoleniowcy tego używają. Z drugiej strony powiedział, że może tylko 10% osób z tego korzysta, a wg. KNF zbliżony procent traderów zarabia na rynku. Nie wiem co o tym myśleć, jak to interpretować. Wiem, że Spek nie jest żadnym szkoleniowcem, nie wciska niczego za kasę i nic nie reklamuje, ale czy dziennik tradera jest przydatny dla każdego ? Spek pisze, że go pazerność gubiła i dopiero dziennik tradera mu pomógł. Może jest tak, że spisywanie transakcji jest przydatne tylko dla tych co nie potrafią sobie radzić na rynku i żeby się czegoś nauczyć muszą wszystko zapisać i wiele razy przeczytać żeby się nauczyć ?

    ps.
    Zgadzam się z tym fragmentem „Myślę, że giełda po części wyeliminowała u mnie pewne emocje, stałem się obojętny na wiele spraw. Niektórzy twierdzą, że bez problemu mógłbym być komornikiem pozbawionym empatii”. Słuchając Speka na radio TJS mam wrażenie, że rzeczywiście jemu jest wszystko obojętne :)))

    • Ja nie znam nikogo, kto zarabia i nie prowadzi żadnych notatek, ale znam też kogoś, kto zapisuje dziennie po kilka stron uwag ale chyba nigdy tego nie czyta (a zarabia).

    • Adam , co do dziennika to bez niego ani rusz w dluzszym terminie .Dla czego ? bo nie jestes w stanie kontrolować błedów i poprawiać swoje decyzje !!! Pamięc jest ulotna i co ciekawe dobrze zapamiętujemy miłe sprawy natomiast te złe są bardzo szybko zamazywane , tak też dzieje sie z naszymi trejdami jedne zostają inne nie – wiec bez dziennika ani rusz ! Rafał Zaorski mówił o dzienniku w kontekscie runów a to inna sprawa , tak samo jak mówił że stop losy są dla dziewczynek …. :-) . Tu trzeba świetnie znac Rafała jego metodologie styl tejdingu oraz specyfikę jego osobowośći zeby zrozumieć dlaczego cos odrzuca a inne modyfikuje do poziomu „łopaty” i trudno jest bezkrytycznie stosować ( kopiować ) jego podejscie i metodę . O wiele lepiej jest czerpać z jego i innych wiedzy ale filtrując to i dostosowywują do siebie . Pozdrawiam :-)

  2. Fajny wywiad. Zarazem jeden z nielicznych blogów Spekulanta który czytam często bo dobrze pisze i analizuje.

    Co do dziennika – ja codziennie notuje swoje przemyślenia, plan wejść/wyjsc. To nawyk. Ale fakt nie zawsze mam potrzebę by do tego na co dzień wracać. Wracam w chwilach gdy pojawia się jakiś mętlik w głowie lub odejście od którejś z zasad.

  3. wynik mojego testu Van Tharpa:
    YOU ARE A
    PLANNING
    TRADER
    You tend to be decisive and to the point. You can spot logical inefficiencies in the market easily and take advantage of them, especially if you are pointed in the right direction. You enjoy long-term planning and goal setting and seem to enjoy learning, expanding your knowledge and staying well-informed.

    One of Your Trading Strengths – You could probably generate a trading business plan and trading systems quite easily and naturally.

    One of Your Trading Challenges – You may not honor your stops because you want to be right about your trades.

    • Napisz jakie konkrety chciałbyś zobaczyć. Czy tajne afery to nie wiem. Wiele z nich opisywałem u siebie na blogu związane ze Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych, osoby Pawła Paluchowskiego , Kosińskiego, Gawlik, byłego dyrektora ds. Emitentów KNF, Sobolewskiego itd. tego jest cała masa, więc tu z wywiadu zrobiłaby się książka…..

      Ale napisz co byś chciał konkretnego wiedzieć i odpiszę.

      • Bez urazy, rzuciłem okiem na Twój blog i szacunek. Zainteresowała mnie kwestia co tak właściwie robisz zawodowo, bo hobbystycznie to doczytałem ze rower i tutaj tez szacun bo to spala kortyzol i niweluje wpływ chemii na decyzje. Odpisałeś już podając kilka nazwisk. Zakładam ze to dla Patrowicza pracowałeś na początku. To co jeszcze bym chciał się dowiedzieć to dlaczego nie chcesz się li tylko z tradingu utrzymywać , ludzie pracują od 9.00 do 17.00 dojeżdżają do pracy godzinę badz dwie, wiec trading 4 godziny dziennie kiedy ma się odłożony kapitał na pare lat jest pociągająca wizja. Ty ja skreślasz, dlaczego ?

        • Paweł Paluchowski
          Prezes Zarządu Hawe S.A.

          Wiek: 42 lata

          Posiada wykształcenie wyższe ekonomiczne. Ukończył Wydział Zarządzania i Marketingu Uniwersytetu Warszawskiego. Posiada bogate doświadczenie na rynku kapitałowym. Uczestniczył w licznych projektach związanych z zakres u IPO na rynku NewConnect i Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Uczestniczył i koordynował prace nad sporządzeniem Prospektów Emisyjnych. Pan Paweł Paluchowski posiada bogate doświadczenie w zakresie tworzenia, łączenia i podziału Spółek. Pan Paweł Paluchowski uczestniczył w wielu negocjacjach z instytucjam i finansowym i oraz posiada wiedzę dotyczącą uwarunkowań prawnych i ekonomicznych związanych z finasowaniem przedsiębiorstw.

          Doświadczenie zawodowe:

          od 2014 r do chwili obecnej – Prezes Zarządu Europejski Fundusz Hipoteczny SA firmy działającej jako grupa spółek zarządzającą obiektam i hotelowym i biurowym . Spółka notowana na GPW
          od 2014 r do chwili obecnej – Prezes Zarządu B3System SA firmy działającej w wysokos specjalistycznej branży IT. Spółka notowana na GPW
          od 2012 r. do chwili obecnej – Prezes Zarządu Drewex S.A. (branża meblarska). Spółka notowana na GPW.
          A właśnie dziś kupiłem spekulacyjnie HAWE, hhhhhhhh

        • Hehe nie obrażam się, lubię krytykę :-) Nie, dla Patrowicza nie pracowałem, miałem wiele okazji do rozmów z tą osobą i myślę, że media zrobiły z niego dziwaka. Na początku pracowałem dla jednego ze znanych inwestorów z Bydgoszczy, ale to przeszłość – wiele się nauczyłem, za co im dziękuję, ale jednak to nie dla mnie.

          Wróciłem do tego co robiłem wcześniej. Trading pozwolił mi na doszkolenie się w swojej dziedzinie. Przeszedłem przez wiele firm w kraju i za granicą z branży IT. Obecnie szkolę ludzi ze znajomości produktów Microsoft na potrzeby rozbudowanych środowisk informatycznych. Wprowadzam kilka rozwiązań dla Europejskiego Banku Inwestycyjnego, współpracuję z Fiduccia-IT jednym z większych dostawców rozwiązań IT w sektorze bankowości prywatnej i instytucjonalnej. Zarówno trading jak i obecnie wykonywany przeze mnie zawód dają mi dużo satysfakcji. Jednak podstawowa różnica jest w tym, iż trading nie daje mi takich wyzwań jaką dają mi obecne obowiązki. Być może jestem mentalnym masochistą :-) ale po prostu lubię wyzwania, lubię poznawać nowych ludzi i uczyć się nowych rzeczy. Dodatkowo lubię szkolić ludzi i przekazywać wiedzę. Także tu nie tylko chodzi o kasę. Może kiedyś zdobędę się na taki krok, że rzucę wszystko i będę żył z tradingu, na tę chwilę nie czuję takiej potrzeby. Mam swoje cele i je powoli realizuję, z resztą myślę, że to co chciałem osiągnąć w tradingu to już osiągnałem… A co mi się marzy najbardziej to iść do Biura Maklerskiego Alior Banku i zrobić im porządek z ich infrastrukturą, która co chwila ulega jakimś dziwnym awariom :-) I ja będę mieć wtedy święty spokój i inni traderzy handlujący za pośrednictwem Aliora.

          Pozdrawiam

          • Nawet mi nie pisz o tym gościu. W KNF, GPW, czy SII doskonale wiedzą jakie mam zdanie o tym typie i wiedzą też jakie mam zdanie o KNF, GPW i SII, że nie zrobiły nic z tym typem :-) Także GPW, a w szczególności NewConnect to legalna pralnia pieniędzy stworzona przez Sobolewskiego, a następnie jakieś twory i NewConnect 2.0 Tamborskiego. Z resztą oboje panowie zbyt błyskotliwej kariery nie zrobili.

  4. Też jakiś czas temu przeprowadziłem to padanie wyszło mi jak Spekulantowi – trader niezależny, natomiast nie znam tak dobrze angielskiego i nie wiem czy ew. błędy w rozumieniu nie zniekształciły wyniku.
    Bardzo fajny wywiad pozdrawiam

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>