Cześć! Jeśli czytaliście na tym blogu stronę „o mnie i o blogu„, to wiecie, że miały się tutaj pojawiać między innymi wywiady z traderami i osobami z branży. Dzisiaj nadszedł czas na publikację pierwszego! Mój rozmówca to Rafał Zaorski – trader, organizator Trading Jam Session, założyciel InwestorTV.pl oraz kilku innych biznesów. Wielu z Was, jeśli wcześniej o nim nie słyszało, mogło się natknąć na jego nazwisko w ciągu ostatnich dni, a to za sprawą jego imponującego wyczynu, czyli tzw. „runa” od 35 tys. zł do 1 miliona w zaledwie miesiąc – o czym w traderskim światku zrobiło się głośno.

Choć to nie jedyne jego osiągnięcie i już wcześniej myślałem o rozmowie z nim, uznałem, że warto wykorzystać ten moment i przeprowadzić wywiad właśnie teraz. Chciałem dowiedzieć się jak najwięcej na temat tego w jaki sposób postrzega rynki, czy ma jakieś autorskie strategie, porozmawiać na temat psychologii w tradingu i na wiele innych tematów. Rafał okazał się bardzo otwarty na rozmowę i zaprosił mnie do swojego Trading Roomu, gdzie m.in. odbywają się Trading Jam Session (co to takiego przeczytacie w wywiadzie) .

Wybrałem się tam, w samo serce Mordoru na Domaniewskiej, nie wiedząc czego się spodziewać. Na miejscu przywitał mnie Rafał i przedstawił kilku osobom, które razem z nim tego dnia trejdowały. Jedną z pierwszych rzeczy, która rzuciła mi się w oczy była stojąca na biurku butelka whisky Golden Loch (jeszcze nie otwierana:)). Na pytanie Rafała czy wiem skąd to jest, odpowiedziałem pytająco – ze Szkocji? Na to padła odpowiedź, że nie – z Biedronki – bo biedronka przynosi szczęście, z czego wszyscy się bardzo śmiali i zaczęli opowiadać inne żarty. Wyluzowana atmosfera jaka panuje w ich Trading Roomie od razu przypomniała mi moje 2.5 roku na trading floorze, gdy pracowałem w firmie prop-tradingowej – trejdowaliśmy przez cały dzień a w międzyczasie głupota lała się strumieniami.

Z Rafałem rozmawialiśmy prawie godzinę, właściwie to nie musiałem zadawać wielu pytań, ponieważ okazał się być wygadanym rozmówcą i nie musiałem ciągnąć go za język. Jednak ze względu na wesołą publiczność, która nam towarzyszyła i dość kiepską jakość nagrania, nie nadaje się ono do publikacji, dlatego wywiad przedstawiam w formie pisemnej. Jest dość długi, więc żeby łatwiej się czytało, podzieliłem go na 3 części. Pierwsza, to trochę historii jak to się wszystko u Rafała zaczęło i trochę ogólnych przemyśleń. Druga, to głównie rozmowa na temat strategii, chociaż i tam znalazło się sporo informacji odbiegających od tego tematu. I część trzecia, w której rozmawiamy o Trading Jam Session.

Miłej lektury!

Część I – TŁO

Notatnik Tradera: Zacznijmy od początku. Kiedy i jak to się stało, że zacząłeś tradować?
Rafał Zaorski: Pierwszy rachunek założyłem gdy miałem 18 lat. Na efekty nie trzeba było zbyt długo czekać straciłem pieniądze swoje i częściowo powierzone od rodziców.

N. T.: Duży miałeś pierwszy depozyt?
R. Z.: Nie, nie duży. Było to w czasach Chemiskóru, Ariela, ŁDA i innych tego typu spółek na „wirówce”. To był 1996 rok – skończyłem 18 lat, pierwszy rachunek maklerski. Straciłem na letniej powodzi 1997 r. w Polsce. Powódź którą jest znana Polakom już tylko ze słynnych słów Cimoszewicza na temat ubezpieczeń (śmiech).

N. T.: Haha, pamiętam to!
R. Z.: Tak? I wtedy na Chemiskórze uwaliłem kasę, na ŁDA, i chyba jeszcze na paru spółkach. Potem odrabiałem straty przez dwa lata.

N. T.: Czyli zaczynałeś od GPW, nie od Forexu?
R. Z.: Tak, od GPW. Potem każda moja przygoda z jakimś rynkiem zaczynała się od strat. Dopiero po stracie nauczyłem się grać i spekulować na spółkach, co wtedy wydawało mi się bardzo trudne, ale teraz wiem że mniej ryzykowne niż na Kontraktach na Wig20 i Forexie. Potem lata 1999-2000 to Kontrakty Wig20 – podobna historia. Po 1,5-2 latach nauczyłem się już jak nie tracić. To jest podstawa.

N. T.: OK, ale powiedz jeszcze jak to się w ogóle stało, że zacząłeś tradować? Skąd się wziął taki pomysł?
R. Z.: W szkole średniej mieliśmy nauczyciela fascynata spekulacji, który na zajęciach z elektroniki w wolnym czasie opowiadał o giełdzie. To były czasy po pierwszej hossie w wolnej Polsce – 1993 roku, był Bank Śląski, były wielkie wzrosty, giełda była notowana w systemie kursów dziennych, były dogrywki, zupełnie inne czasy. To był boom, spółki rosły po 100-200% a potem bessa . Następnie całkiem przypadkiem już po pierwszych stratach na GPW trafiłem na „Wspomnienia gracza giełdowego” – książka, która oczarowała wielu traderów i już nie mogłem przestać myśleć o rynku i spekulacji. No i chyba to co wszystkie osoby zainteresowane giełdą ujmuje w spekulacji – wolność – poczucie, że jestem sam kontra rynek, że nie mam nad sobą szefa, nie mam pod sobą pracowników, od nikogo nie zależę i mogę zarabiać na rynku.
Ale tak jest w teorii, to jest marzenie. Jeśli chcę być żeglarzem – to wiatr w żagle, rozwiane włosy, żaglówka, ocean – tak myślę o żeglowaniu. A rzeczywistość jest zgoła inna – sztormy, fale, zimno „sól w oczy” i wcale nie jest przyjemnie.

Rafał Zaorski

Rafał Zaorski

N. T.: Czyli początki nie były łatwe?
R. Z.: Nie, i myślę, że nikt nie ma łatwych początków. Do tej chwili na tradera, spekulanta czy osobę, która chce żyć z giełdy czyhają różne zagrożenia. Nigdy nie możesz powiedzieć, że przestałeś uczyć się tradować. Tak jak nigdy nie możesz powiedzieć, że, przestałeś być alkoholikiem – ja nie jestem alkoholkiem, ta butelka to przypadek (śmiejąc się mówi Rafał pokazując stojącą obok butelkę whisky). Niestety trading i każda spekulacja wiąże się ze stratami i wieloma absurdalnymi twierdzeniami, które na pierwszy rzut oka wydają się nielogiczne.

N. T.: Tradowania uczyłeś się samemu, czy miałeś kogoś kto by Ci pomógł? Jakiegoś nauczyciela czy mentora? Czy też do wszystkiego dochodziłeś sam?
R. Z.: Jestem samoukiem i wszystkiego: programowania, grafiki komputerowej, zarządzania, od początku uczyłem się sam, bardzo często na własnych błędach. Siadam z książką i uczę się na czyichś doświadczeniach i wyciągam wnioski. Na własnych błędach, przede wszystkim. Żeby zaistnieć na rynku finansowym, trzeba zapłacić jakieś „frycowe”, często bardzo duże. To jest najdroższa nauka na świecie, najdroższy uniwersytet. I ta nauka nigdy nie jest skończona, patrząc nawet na wyniki Czarodziejów od Jacka Schwagera – okazuje się, że chyba tylko 1 z nich zarabia po latach.

N. T.: Tak, czytałem ostatnio o tym artykuł.
R. Z.: Dokładnie. Miałem jedną osobę, która zmieniła moje podejście, i to była osoba z internetu. Mieliśmy kiedyś taki chat giełdowy – w 2000 roku, na Kontraktach na Wig20. To był inwestor, który wymiatał na Kontraktach, wszyscy myśleli, że on robił jakieś czary-mary. Wiedział, w którym momencie wejść, wyjść. On otworzył mi oczy na pewną teorię spekulacji, związaną z myśleniem o tym, że rynek to nie jest kreska, która porusza się w jakichś tam cenach, tylko za tymi kreskami stoją żywi ludzie, bądź automaty, które też żywi ludzie programują. Czyli emocje. I od wieków spekulacja wiąże się z tym, że jedni gracze próbują oszukać innych. Tak jak np. na aukcjach, jedni próbują przelicytować innych. To jest umysłowa gra, gdzie my jako traderzy oszukujemy innych traderów. Chociaż może to zbyt niefortunne określenie – nie oszukują co próbują….

N. T.: Przechytrzyć?
R. Z.: O, przechytrzyć, to jest lepsze słowo! Od wieków toczy się gra pomiędzy dużymi, mądrymi graczami a ulicą, czyli drobnicą. Gra polega na tym, żeby tak zbudować atmosferę, w tym momencie kreski – bo w XIX wieku nie było wykresów, była taśma – żeby zasugerować wzrost lub spadek. I tego typu przechytrzanie rynku dzieje się na kilku poziomach. Od najprostszego, czyli podsycania medialnego i tak było od początku XVIII wieku, kiedy najlepszym sposobem wywołania entuzjazmu na jakichś walorach były plotki, informacje insiderskie itd. Kiedy rynek stał się bardziej otwarty i tych traderów z ulicy było dużo więcej, okazało się, że można ich bardzo łatwo oszukać, przez kreację odpowiedniej ceny i znajomość, przy których cenach ci traderzy będą uciekać, gdzię kupować, gdzię będą robić głupie ruchy. I taka gra trwa do teraz. Nam się wydaję, że doszły komputery, wykresy, wskaźniki itd., ale taka gra jest cały czas.
Jest jedna rzecz, którą pamiętam od tego człowieka z chatu, zawsze to powtarzał i wtedy zacząłem inaczej myśleć o spekulacji, bo mi się zawsze wydawało, że wzrosty cen robią kupujący. A prawdziwy spekulant wie, że wzrosty cen robią uciekający sprzedający. I cała gra w spekulacje polega na tym, żeby ich wszystkich doprowadzić do takiej sytuacji, żeby uciekli w takie miejsce, w które ty chcesz i żeby sprzedawali po cenach najlepszych dla ciebie. I taka gra trwa od wieków, pomiędzy jedną a drugą stroną, przy czym jedna strona chce być świadoma, a druga – ulica – jest jak ławica, którą musisz łapać.
Taka ogólna teoria, ale to otworzyło mi oczy na pewne aspekty spekulacji, z których wcześniej w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, tylko jak normalny, zwykły trader, patrzyłem na wykres i próbowałem jak za pomocą czarodziejskiej różdżki odczytywać go, czy góra czy dół, zaklinać go, modlić się do niego – zupełnie bez sensu.

N. T.: Od tamtej pory wszedłeś na nowy poziom tradowania? Zupełnie zmieniło to Twoje postrzeganie rynków?
R. Z.: Tak, ale poziom „nie tracący”. Czyli nie mówimy o pierwszym poziomie, gdzie patrzę na rynek i widzę kreski i próbuje strzelać i liczę na to, że pójdzie w moim kierunku. Drugi poziom to, gdy już widzę, że te ruchy cen nie są aż tak przypadkowe i są w jakiś sposób powtarzalne. Trzecia sprawa to money management. Co z tego, że potrafię nie tracić jak nie potrafię zarabiać. I na samym końcu jest psychologia, która jest najtrudniejszym elementem a najbardziej wpływa na wyniki w spekulacji.

N. T.: Ok, to mówisz, że wtedy wszedłeś na poziom „nie tracący”, ale czy teraz już możesz powiedzieć, że jesteś na takim poziomie, na jakim chciałbyś być? Możesz powiedzieć, że odniosłeś sukces w tradingu?
R. Z.: Nie, nie i jeszcze raz nie . Nikt chyba nie może powiedzieć, że odniósł sukces, ponieważ patrząc nawet na naszego idola z Trading Roomu, Jessego Livermore’a, który w tamtych czasach był postacią medialną, czy można powiedzieć, że on odniósł sukces? Nie, on umarł jako bardzo zniszczony człowiek. Wszyscy myślą, że on umarł biedny, ale on zmarł jako w miarę bogaty człowiek, jego żona miała dużo pieniędzy po poprzednich mężach – którzy też zresztą jak Jesse popełnili samobójstwo. Ale nikt nigdy nie może powiedzieć, że osiągnął jakikolwiek stopień, bo to jest tak jak w grze w szachy – jest wielu mistrzów, arcymistrzów, ale czy jest jeden mistrz? Nie, to się cały czas zmienia.

N. T.: Ale np. Twój ostatni „run” od 35 tys. do miliona w 1 miesiąc – za co Ci gratuluję – chyba można powiedzieć, że to był sukces?
R. Z.: Dziękuję. Sukcesem jest przejście pewnej bariery mentalnej, między kontrolowaniem w miarę Money Management i gdy zaczyna się kontrolować własną psychikę a rozumieniem zmienności rynku nie jako teorii chaosu, co teorii prawdopodobieństwa. Tzn. że nie traktuje tradingu tak, że wszystko wiem. Np. ktoś pyta się dlaczego wchodzę w jakąś pozycję, potem wychodzę z zyskiem, „skąd ty Rafał wiedziałeś, jak to zrobiłeś?”. Nie, nie wiedziałem. Traktuję rynek jako prawdopodobieństwo i buduję scenariusze. Jeśli te scenariusze są tworzone, to tak jak śpiewa Ed Seykota: „jeden trend płaci za wszystko” i tak jeden scenariusz płaci za wszystko. A w momencie kiedy scenariusz się nie sprawdza, mnie po prostu nie ma. Normalny trader, początkujący spekulant, stara się ten rynek naginać do siebie, a ja traduje to co widzę.

Część II – Strategia

N. T.: Porozmawiajmy w takim razie trochę o Twojej strategii. Zacznijmy od tego na jakich instrumentach głównie grasz.
R. Z.: Uważam, że trzeba grać na instrumentach, które się rozumie. Bardzo często gram EURUSD – najbardziej spekulowana para walutowa, ale też niebezpieczna ponieważ duzi gracze na tym grają. Później USDJPY, GBPUSD czyli „kabel” i DAX. To jest to wszystko co gram, obserwuje jeszcze S&P i parę walorów korelujących, ale staram się nie rozpraszać na zbyt wiele instrumentów, ponieważ nie wiem kto gra po drugiej stronie. Tzn. jeśli gram na „kablu”, wiem, że gram z City (londyńska dzielnica finansowa), jeśli gram na EURUSD, to wiem, że w przypadku typowej sesji mamy rozgrywkę poranną, na której gramy z City i rozgrywkę koło godziny 13-14, gdzie są dwie grupy, które mogą się ścierać nawzajem i próbować się oszukać, lub oszukać „ulicę”. Oczywiście to jest uproszczony schemat, bo nie możemy mówić, że na rynku są jacyś „oni”, tego nie ma. Jest jakaś wypadkowa, wektor prawdopodobieństwa różnych sił, większych i mniejszych, działających w danym czasie, próbujących rynek przesunąć w swoją stronę.

N. T.: Dlaczego grasz na Forexie a nie bezpośrednio na kontraktach Futures?
R. Z.: DAXa gram od kwietnia, więc bardzo krótko. Zaczęło się oczywiście od wtopy, ale musiałem sobie odświeżyć informacje na temat ruchów cen na futuresach, które kiedyś grałem bardzo mocno, i przenieść to, tylko w odwrotną stronę, na rynek skorelowany do DAXa – patrzyłem kiedyś na DAXa jako rynek skorelowany z WIG20 Futures, a teraz gram DAXa jako rynek skorelowany z S&P. Dlaczego nie bezpośrednio na kontraktach terminowych? CFD u naszych brokerów są przyjemne w użyciu w przypadku małych pozycji. Lubię stosować tzw. „runy” – zaczynam od bardzo małych pozycji, np. rachunek 10-20 tys. i staram się maksymalnie wykorzystać dźwignie, do oporu. To jest taki schemat, który pokazujemy na Trading Jam Session. Sposób na runy wymyśliłem i u mnie działa bardzo fajnie, w ogóle nie ogranicza mnie w tradingu.

N. T.: Czemu akurat w taki sposób? Czy chcesz w ten sposób ograniczyć sobie kwotę, którą możesz ostatecznie stracić?
R. Z.: Tak, uważam, że taka tradycyjna metoda grania, która jest nauczana przez brokerów, czyli wpłacam powiedzmy 100 tys. na rachunek i gram ryzykując 1-2%, jest bardzo dobra w teorii, ale w praktyce, w przypadku nas, ludzi, jako gatunku, i z naszą psychiką, powoduje bardzo duże spustoszenie i zniszczenie – ponieważ my się nie godzimy ze stratą. Nasz gatunek ludzki ma antytalent do spekulacji. I w związku z tym przy ryzykowaniu 1 procenta i trzymaniu tych 100 tys. na rachunku, prędzej czy później tradera pokusi żeby uśrednić, bo nie będzie mógł pogodzić się ze stratą. I to spotykało mnie, nie potrafiłem sobie z tym poradzić, więc wymyśliłem runy. Akurat pracuję w branży programowania i tam mamy takie metody zarządzania, że robimy tzw. „sprinty” i „runy” – to są dzienne, tygodniowe, miesięczne sprinty w programowaniu, po których zamykamy projekt. Więc wprowadziłem te „sprinty” i „runy” do inwestowania i tradingu. O ile takie sprinty nie nadawały by się do spekulacji na akcjach ani Futuresach WIG20, bo tam rynek jest za mało zmienny, o tyle na Forexie idealnie pasują, ponieważ wyłączają nam myślenie o money management. Czyli ładuje np. 5% tych 100 tys na rachunek do brokera, czyli 5 tys. i od tej kwoty bardzo agresywnie buduję pozycję, z niskimi stop-lossami i staram się szybko zlewarować ten rachunek, korzystając z maksymalnej dostępnej dźwigni. To oznacza, że jeśli zaczynam od 5 tys. to od razu wchodzę na pozycję za 3-4 tys. i staram się zbudować szybko rosnące konto. W przypadku wtopy – stop-loss na kapitale 50%, w przypadku dużej wtopy – stop-loss na całym rachunku. Czyli i tak tracę tylko część.

N. T.: Czy nie jest to bardziej ryzykowny sposób grania? Mimo, że zaczynasz od małej kwoty, to jednak z każdym tradem ryzykujesz więcej, niż gdybyś zaczynał mając te umowne 100 tys. na rachunku?
R. Z.: Właśnie wbrew pozorom nie. To jest jeden z takich anty-logicznych przykładów, gdzie wpłacając małą sumę i tradując mocno, ponoszę relatywnie mniejsze ryzyko w porównaniu do wpłacenia dużej sumy i grania małymi pieniędzmi. Ponieważ nasz umysł spowoduje prędzej czy później, że ten rachunek uwalimy, przytrzymamy stratę. A jeśli mamy 100 tys. to nas to prędzej czy później pokusi. Mam przykłady tutaj wśród osób tradujących z nami w Trading Roomie, które nie mogły sobie z tym poradzić, a jak zaczęli grać na „runy” jakoś sobie z tym dali radę.
W tradingu można podzielić graczy na ofensywnych, defensywnych i nijakich. Należę do graczy i spekulantów ofensywnych, nie boję się ryzyka, mogę podjąć bardzo szybko działanie i przetrzymać pozycję nawet wtedy kiedy wali się przeciwko mnie, albo nawet kiedy rynek idzie ostro w dół, ale jest małe zawahanie, potrafię w takim momencie kupować bez żadnego potwierdzenia ze strony rynku. Mnie jako tradera interesują rzeczy, które działają w praktyce. Nie jestem teoretykiem, szkoleniowcem, który będzie wciskał ludziom kit, bo nie o to nam chodzi w naszej inicjatywie TJS (Trading Jam Session). Nas cieszy to, że zarabiamy na rynku i jeśli zjawi się u nas trader, który ma trochę więcej wiedzy, albo ma inny rodzaj wiedzy, od razu się nią wymieniamy, sprawdzamy na rynku. Dzięki temu tworzą się nowe idee, jedną z nich są właśnie runy i sprinty. Mamy wiele osób tutaj na TJS, które dzięki takiej wiedzy podnoszą swój skill. W polskim tradingu wszyscy albo się napinają na sztuczne wyniki, które nie są w żaden sposób weryfikowalne, albo ciągle mówią o jakichś patternach, technikach wejścia. A słuchając nawet największych traderów – wejście nie ma aż takiego znaczenia. Ważne jest wyjście, psychologia i money management. Moglibyśmy zrobić eksperyment z rzutem kostką i przy dobrej psychologii i money management wykręcilibyśmy dobre wyniki. Może nie takie dobre jak przy ostatnim runie i „skubaniu” Aliora (run od 35 tys. do miliona) i XTB, ale prawdopodobieństwo byłoby powyżej średniej.

N. T.: Widziałem ostatnio na facebooku, że rozgorzała dyskusja na temat stawiania stop-lossów, przedstawiałeś w niej ciekawy punkt widzenia. Możesz o tym opowiedzieć?
R. Z.: Chodzi o to, że przez ostatnie miesiące obserwując różnych traderów zauważyłem jedną rzecz, mianowicie, że bardzo dużo osób fiksuje się na break even i stop-lossie. Czyli w momencie kiedy zajmujemy pozycję, zafiksowujemy się od razu na potencjalnej stracie a nie na potencjalnym wyjściu. Dzięki temu, na pierwszy rzut oka niby dobremu podejściu, tracimy z oczu wszystkie dobre wyjścia. Czyli np. na 10 scenariuszy, realizujemy 1 dobry, a 9 utopionych na stop-lossie, bo rynek jest zmienny i prędzej czy później dojdzie do tego stop-lossa i zrealizuje nam stratę. W moim przypadku, chcę zrealizować 1 super scenariusz, co pokazałem na moich statementach, 8 różnych, zamykanych nie w tym miejscu, w którym bym chciał, ale na zysku i 1, który przynosi mi stratę, kiedy poddaję pozycję i mówię sobię: „mój scenariusz się nie sprawdza”. Różnica pomiędzy traderami, którzy stosują te metody jest czysto statystyczna. W tym wypadku mogę zarobić na 9 scenariuszach danego setupu, a w drugim zarabiam tylko i wyłącznie na 1 scenariuszu danego setupu, albo mam break even lub stop-loss.
Zafiksowanie się na stop-lossie prowadzi do frustracji, trader zajmuje dużo pozycji i zawsze zamyka je na stop-lossie, bo nigdy nie wyjdzie na małym zysku. Dużo osób pyta „Rafał jak ty to robisz, że zawsze zamykasz pozycje z zyskiem?” – ponieważ się nie zastanawiam. Jeśli cena idzie do góry i założyłem sobie, że pójdzie jeszcze 100 pipsów wyżej, ale zawaha się w którymś momencie – mnie na pozycji już nie ma, ale wychodzę z zyskiem. Tak więc realizacja stop-lossa pojawia się u mnie w momencie, kiedy pomyliłem się co do scenariusza wypadków na rynku. Odkrywałem to czytając fajną literaturę na tematy związane z psychologią behawioralną w tradingu, ale też obserwując innych traderów. Samego siebie nie jestem w stanie zaobserwować z zewnątrz, a innego tradera tak. Tak samo traderzy, którzy grają u nas, obserwują innych i wyciągają wnioski.

N. T.: Zdecydowanie łatwiej zauważyć coś u kogoś innego niż u siebie, z dystansu inaczej się na wszystko patrzy.
R. Z.: Tak, i skill wtedy mocno rośnie. A my sobie założyliśmy cel, żeby pokazać prawdziwy trading. To nie jest trading statystyczny, który polega na tym, że walniemy sobie jakąś statystykę rynku i będziemy grali całą sesję góra-dół i łapali pipsy, co powoduje, że wynik jest trochę wyższy od statystycznego. Nam zależy na pokazaniu spekulacji taką jaka ona jest w rzeczywistości. Bo w Polsce nie ma tradycji spekulacji. Mieliśmy 50 lat komunizmu, to od kogo mamy się uczyć, od cinkciarzy? Ciężko to zrobić. Anglosasi mają bardzo długą historię spekulacji, Japończycy mają długą historię spekulacji, w Polsce tego nigdy nie było. A trzeba też pamiętać o tym, że spekulacja ma duży związek z psychologią człowieka, a psychologia Polaków różni się trochę od psychologii Japończyków czy ludzi z kultury anglosaskiej. My będziemy bronić pozycji jak Westerplatte – albo my albo ona; mamy pewne problemy z przyznawaniem się do błędów, akceptacji strat. Anglosasi mają swój kult pracy, protestancki etos, więc oni mogą sobie te pipsy haratać. U nas jest to natura „panowie, hurra!”, od czasów sarmackich…

N. T.: Natura powstańcza?
R. Z.: Też. Trzeba brać to pod uwagę. Musimy dostosować trading do naszej kultury, w jakimś sensie.

N. T.: Ciekawe spostrzeżenie.
R. Z.: No i stąd ten pomysł, żeby powstała polska myśl, bądź idea tradingu. Żebyśmy nie patrzyli, nie fiksowali się na metodach zagranicznych, a stworzyli własną myśl tradingu, która będzie wynikała z własnych obserwacji. Ponieważ rynek forexowy, giełdowy czy jakikolwiek, to jest ciągły wyścig zbrojeń, nowe koncepcje, idee, wskaźniki, nowe sposoby zarabiania, cały czas wykrywamy nowe analogie na rynku, nowe korelacje. Dlatego rynek wygląda w ten sposób, że coś działa na automatach, na backtestach, wyniki są wspaniałe, a po jakimś czasie przestają być. Bo ktoś to wyłapał i złamał. Firmy, które grają tylko na automatach, mają algorytmy, które ciągle się uczą, przeszukują wszystkie możliwe kombinacje, ale i tak cały czas rynek będzie uzależniony od człowieka.

N. T.: Dlatego powstała inicjatywa Trading Jam Session? Żeby wykreować polską myśl tradingu?
R. Z.: Nie, ona powstała spontanicznie, przypadkowo. Spotkaliśmy się ze znajomymi, w parę osób, żeby razem potradować. I nagle się okazało, że w dotychczasowy sposób, czyli sam na sam z komputerem, mało się uczyłem, a obserwując innych i wymieniając się wiedzą, nagle mój skill urósł. Wniosek był prosty: warto w to iść. Nie dlatego żeby zrobić z tego jakąś fajną inicjatywę szkoleniową, bo nie o to chodzi – wiele osób nam to zarzucało – ale żeby każdy podnosił swojego skilla i wchodził na te poziomy: najpierw nie tracę, zarabiam, zarabiam więcej, rozumiem rynek – zarabiam mnóstwo. Co jest ciężką drogą. A potem w międzyczasie powstał pomysł – stwórzmy jakąś polską myśl tradingu, nie patrzmy tak na USA, weźmy co jest dobrego stamtąd ale nie fiksujmy się na innych traderach, bo może od nich już nic się nie nauczymy, a wymyślimy nowe koncepcje spekulacji. I za jakiś czas, jak Polacy wejdą na DAX Futures, to inni będą się zastanawiać co ci Polacy zwariowani odwalają, tak jak się mówiło o Japończykach, o gościach grających w Luksemburgu, Szwajcarii i przede wszystkim w City, które trzęsie rynkiem.

N. T.: Wróćmy może jeszcze do Twojej strategii. Powiedz w jaki sposób decydujesz o tym jaką pozycję otworzyć, jakie masz kryteria?
R. Z.: Po pierwsze: gram na stałe elementy psychologiczne rynku. Ludzie przychodzą do pracy w City, godzina 8-9 rano, zaczyna coś się dziać. Są, jak je nazywam, testy sentymentu, gdzie rynek, który chce iść do góry, najpierw testuje dół. Jest to zagranie, już od XVII czy XIX wieku, robione często przez dużych graczy, którzy najpierw sprzedają jakieś pakiety, żeby zobaczyć czy na dole są kupujący, potem albo trzymają pozycję jeśli rynek dalej spada, albo jeśli pojawia się jakieś wsparcie czy opór, wywalają ją i grają w drugą stronę. Zgodnie z takim przykładem, dopóki nie obstawisz to się nie przekonasz. I pod to gram, czyli patrzę jako mała rybka jak inni, grubi zagrywają, żeby coś z tego sobie skubnąć.
Druga sprawa: buduję scenariusze, na miesięcznych świeczkach, tygodniowych i dziennych a potem gram intra-day. Ale staram się wiedzieć, w jakim miejscu rocznego, czy miesięcznego wykresu jestem. Dzięki temu łatwo mi zbudować scenariusz na DAXie, czy na EURUSD. I dopóki scenariusz się buduję to się go trzymam. Jeśli nie, to przerwa i zmiana scenariusza. Jest to o tyle bezpieczne, że nie bazuję na strefach, które wyznaczają mi poziomy stop-lossa czy take-profitu, tylko patrzę na to co gra rynek. Nie mam swoich własnych przekonań. Mam jakiś scenariusz i jeśli on się nie sprawdza, to znaczy, że nie mam racji i muszę zbudować go na nowo. To jest ciągła praca nad budowaniem scenariuszy na dany dzień i raz w tygodniu nad scenariuszem tygodniowym – to w zupełności wystarcza by spekulować. Reszta to już jest taktyka i technika, czyli w którym momencie wejść, by znaleźć parę procent przewagi nad rynkiem; w których godzinach rynek się odwraca, lub ma tendencje do odwracania się, czyli jeśli np. wczoraj mieliśmy wzrosty na DAXie, to dzisiaj możemy się spodziewać, że rano będzie euforia, potem próba przetestowania ruchu w dół, i wyjścia do góry jeśli ten ruch miałby być kontynuowany.

N. T.: Używasz też analizy fundamentalnej? Zwracasz uwagę na to jakie wychodzą dane makroekonomiczne?
R. Z.: Dane makroekonomiczne mnie w tradingu na Forexie nie interesują, bo ruchy cen są tak mocne dzięki samej zmienności rynku, że pojawienie się danych, np. białego lub czarnego łabędzia, ma znaczenie tylko i wyłącznie statystyczne. Raz zarobię a raz stracę, tylko trzeba wyjść w odpowiednim momencie, a strategia money management i stop-lossa na kapitale, plus stop-lossa na runie, powoduje, że ryzyko jest ograniczone.
Co do analizy fundamentalnej to tylko na akcjach. Tam można zobaczyć jak firma działa. W związku z tym, że sam zajmuje się restrukturyzacjami firm, to myślę, że potrafię w miarę dobrze czytać bilans i rachunek zysków i strat i to co jest między wierszami. Co do danych, to tak jak Ed Seykota śpiewał, jak są dane to wrzucamy je do kosza. Rynek idzie po linii najmniejszego oporu i jeśli są złe dane to rynek to może zignorować, jeśli idzie do góry, a jeśli są dobre to tylko przyspieszy ku górze. Tak więc na rynku i w cenie instrumentu, mamy zawarte bardzo wiele informacji. Nie wszystkie, ale wystarczająco dużo takich, które określą kierunek, a dane albo w tym pomogą albo przeszkodzą – to wszystko. No i statystyka – na ileś tradów na danych, część się zarobi, część straci, przy dobrym money management myślę, że to się rozłoży gdzieś 50/50. Tylko trzeba zamykać na dobrych danych, jak mamy zysk za darmo i tak samo zamykać na stratach. Jeśli to się równa sobie, to dane nas historycznie nie obchodzą.

N. T.: Jak wygląda Twój wykres? Czy masz na nim jakieś wskaźniki, indykatory?
R. Z.: Tylko Stochastic, ale on służy do wchodzenia w pozycję na sentymentach na Edku (EURUSD). Tak to czysty wykres, naked trading, żadnych zbędnych rzeczy, najwyżej linie trendu i i linie, które oznaczają poziomy, na których jest tanio albo drogo i to wszystko. Jest w ogóle myśl, żeby zrezygnować całkowicie z wykresu i tylko oprzeć się na cenie.

N. T.: Masz jakieś „ulubione” timeframy? Czy to dla Ciebie bez znaczenia?
R. Z.: Nie mam czegoś takiego jak ulubione timeframy, raczej to, że staram się grać intra-day wymusza ode mnie patrzenie na „piątki” i „piętnastki”, muszę obserwować „godzinówki” jak się zamykają. Ale gra odbywa się na m5 i m15, tam można wyharatać pipsy. Cała zabawa polega na tym, żeby ten timeframie, przy dobrym setupie, przenieść na wyższy poziom, czyli h1, h4 i poprowadzić pozycję dłużej, bo tylko pozycja w trendzie zwraca nam wszystko.

N. T.: Czy masz jakieś dzienne targety, np w pipsach lub w złotówkach lub limity zysków albo strat, po których przestajesz grać?
R. Z.: Straty to stop na kapitale i odpoczynek. Co do założeń take-profit, to uważam, że potrafią siać bardzo duże spustoszenie i nie zakładam żadnych dziennych zysków, bo to buduje przekonania, a przekonania powodują, że zaczynam się trzymać być może nierealnych poziomów na rynku, których rynek może mi nie dać. Trzeba grać to co rynek daje i pokazuje, czyli jeśli założyłem sobie, że zarobię 100 pipsów ale rynek zatrzymuje się przy 50, to nie jestem w stanie zaklinać czy wymodlić tego wzrostu, po prostu realizuję zysk 50 pipsów, albo tak jak wracając do wcześniejszego pytania, realizuję stop-lossa. Często realizuję te 50 pipsów i dziękuję bardzo, nie muszę się przywiązywać do tego, że mam mieć 100 pipsów. Rynek nie idzie? Dziękuję, jutro też jest dzień. Wielu traderów traktuje rynek jak ostatni pociąg, który właśnie im uciekł. To nie ma sensu. Lepiej wcześniej wyjść, jutro przyjść i zagrać kolejne setupy i kolejne trendy. Myślę, że gdyby Livermore żył w naszych czasach to by miał jak w raju. Wtedy była mała liczba akcji, różnie się trendowały, nie było tylu walorów, nie było takiej zabawy jak teraz. Zmienność rynków jest olbrzymia w porównaniu do tego co się działo w latach 20stych.

N. T.: Masz jakies trady, które szczególnie zapadły Ci w pamięć? Możesz powiedzieć jaki był Twój najlepszy i najgorszy trade?
R. Z.: Nie pamiętam tych dobrych, ale pamiętam wszystkie złe, czyli największe fuckupy, które wynikały z chciwości. Podejście po dużą kasę, zafiksowanie się na jakichś pieniądzach, stwierdzenie, że człowiek jest guru i może za dotknięciem jednego palca zarabiać. I nagle zwałka i człowiek nie wie, w którym miejscu jest. I tyle, ale to powoduje, że się uczymy, zaczynamy inaczej patrzeć na rynek i mieć więcej pokory. Wtedy człowiek przypomina sobie o mądrych słowach: „pycha kroczy przed upadkiem”. Jak zaczynamy odczuwać chciwość to najlepiej zamknąć pozycję i zrobić sobie przerwę.

N. T.: Wtedy już kończysz trading na dany dzień? Jak sobie radzisz w takich sytuacjach?
R. Z.: Nie, odchodzę na chwilę od komputera, zmieniam walory. Trading wiąże się też z pewnym uzależnieniem psychicznym. Jest to ekscytacja, emocje, adrenalina, endorfiny krążą w organizmie i każdy trader, który ma np. dobre trady, jest w jakiś sposób uzależniony i jak przestanie grać to czuje podskórnie, gdzieś w głowie, taki stan odstawienia. Każdy z nas to przeżywa. No, chyba, że wyczyścimy rachunek, to nie mamy za co grać.

N. T.: Zdarzało Ci się to?
R. Z.: No pewnie, każdemu się zdarzało. Teraz mam ograniczone czyszczenie do runów, tylko i wyłącznie. To co zrobiliśmy z XTB – oskubanie w lipcu XTB na 500k – i Aliorem – oskubanie w październiku na 1mln, to nie jest przypadek, tak działa ta metoda. Ale trzeba wiedzieć, że na ileś runów, kilka może być stratnych, ale na małą kwotę, jeśli jest dobry money management. Nie jest to oczywiście Św. Graal tradingu, bo nie ma czegoś takiego i być może za jakiś czas te metody przestaną działać.

N. T.: Jakie cechy charakteru powinien mieć wg. Ciebie trader? Gdybyś miał zatrudnić kogoś do zarządzania Twoimi pieniędzmi, to jakiej osoby byś szukał?
R. Z.: Ciężkie pytanie, bo bym nie zatrudnił nikogo, kto by tradował moimi pieniędzmi:)

N. T.: Ale gdybyś miał możliwość „stworzenia” idealnego tradera, to z jakich cech charakteru składała by się taka osoba?
R. Z.: Widzisz, patrząc na traderów na naszym Trading Jamie, to akceptacja strat – to jest pierwsza rzecz. Człowiek, który wchodzi na rynek i wie, że straci, wie ile straci, i wie, że go to nie zaboli. Albo inaczej. Że już się z tym pogodził, a jak się z tym pogodził to od razu może tradować dużo, dużo lepiej. Tylko jest to bardzo ciężkie, ponieważ grając cudzymi pieniędzmi, będąc uczciwą osobą, wychowaną z etycznymi wartościami, że to są cudze pieniądze i trzeba dbać o cudzą własność, nie być złodziejem i tak dalej…

N. T.: To może pomińmy ten motyw grania cudzymi pieniędzmi. Już tylko grając swoimi pieniędzmi, to jakie cechy charakteru są najważniejsze wg. Ciebie?
R. Z.: Tak jak powiedziałem na początku, wszyscy się rodzimy z antytalentem do spekulacji. Czyli jeśli ktoś myśli, że urodził się z cechami charakteru, które lepiej nadają się do tradingu, to wydaje mi się… jestem coraz bardziej przekonany, że tak nie jest. Rodzimy się z cechami charakteru wbudowanymi w nas w toku ewolucji, które powodują, że mamy antytalent do spekulacji, już od razu, z góry. Więc cokolwiek zrobimy ze swoją psychiką, będzie to tylko proteza i zmiana pewnych uwarunkowań ewolucyjnych, z którymi musimy nie tyle walczyć, co w jakiś sposób je oszukać, ominąć i sobie z nimi poradzić. Bo im bardziej absurdalnie spekulujesz, prowadzisz money managemenet, tym lepsze wyniki osiągasz – to jest ten ból. Więc mówiąc o cechach charakteru to na pewno ta akceptacja strat, ale nie wiem czy to jest cecha charakteru. Spotykam ludzi o różnych cechach charakteru, ale każdy z nich miał wbudowany ewolucyjnie antytalent do spekulacji. Prędzej czy później się na czymś wywalał, a zazwyczaj rynek nas wywala na jednej rzeczy: trzymaniu strat. To jest jedyny moment kiedy możemy wyczyścić rachunek. Plus luki, jeśli ktoś trzyma pozycje przez weekend. Ale o lukach nie rozmawiamy, mówimy o czystym wykresie, trzymanie strat zabija tradera, to jest jedyny chwyt, który ma rynek. Jak sobie to uświadomimy, to łatwiej nam jest spekulować.

Część III – Trading Jam Session

N. T.: Może na koniec jeszcze trochę o Trading Jam Session. Mówisz, że ta inicjatywa powstała z przypadku. Kto tutaj teraz przychodzi? Kto tu może przyjść? Jak to wygląda w praktyce?
R. Z.: Zapraszamy wszystkie osoby zainteresowane tradingiem, i rozpoczynających swoją przygodę i osoby doświadczone. Trading Jam jest tworzony w takiej ideii social learning. Uczymy się od siebie nawzajem. I to nie jest tak, że uczymy się od lepszych, uczymy się też od ludzi zaczynających. Ponieważ patrząc na ich grę, możemy upewnić się w naszych zasadach, które pozwoliły nam nie popełniać ich błędów. Tutaj stwierdziliśmy, że jesteśmy ewolucyjnie przystosowani do tracenia.
Każdy może przyjść na TJS, jest to zupełnie darmowe, nie ma list, kolejek na facebooku itd. ale mamy ograniczoną liczbę miejsc ze względu na powierzchnię. Jedyną naczelną zasadą jest u nas to, że jak przychodzi ktoś nowy to przybija wszystkim piątkę i się z wszystkimi wita. Na forach internetowych ludzie się nie znają, a tu mogą pogadać na żywo. Wymienią się wiedzą, porozmawiają o tym, o czym nikt oprócz nas nie rozmawia, czyli o psychologii tradingu, psychologii straty, mogą zobaczyć, że wszyscy przeżywamy te same problemy. Tworzymy fajną paczkę, jest bardzo rodzinnie – i tak ma być. Nie ma jednej osoby, która przemawia od godziny do 8 do 20. Jest kilka prelekcji, ludzie mówią, co zauważyli, czego się nauczyli, to jest ciągły jam, ciągła analiza wszelkiego rodzaju ideii inwestycyjnych i ich weryfikacja. Weryfikacja brokerów, szkoleniowców, idei tradingowych, narzędzi i ciągła nauka od innych ludzi – jeśli się chce oczywiście, bo nikt tu nikogo na siłę nie nauczy, nikt nie bierze za to pieniędzy. Jak ktoś coś powie, poświęci trochę czasu dla innego tradera, to chwała mu za to – ale wszyscy tutaj się dzielą wiedzą, również ja się dzielę swoją. Jesteśmy tutaj wszyscy w duchu wolności słowa. Bo wolność słowa sprzyja rozwojowi nowych idei w tradingu, możemy podważać czyjeś zdanie, mówić, że się z tym nie zgadzam, spójrz na to czy tamto, i nikt się za to nie obraża. Szukamy najlepszych dróg obierania ogórka. Bo sposobów obierania ogórka, czyli zarabiania na rynku, jest mnóstwo. Łączy nas jedno – psychologia. Psychologia tradingu, psychologia strat, psychologia zysku. A chłopaki tutaj grają różnymi metodami. Od mechanicznych, przez pół-mechaniczne, intuicyjne itd.

Trading Jam Session - pierwsza edycja

Trading Jam Session – pierwsza edycja

N. T.: Często macie takie sesje?
R. Z.: W czwartki mamy otwarty TJS dla wszystkich. Każdy może sobie przyjść i z nami potradować. To ma wymiar edukacyjny, jest gość specjalny, nagrywamy materiały, robimy coś dla społeczności. A od poniedziałku do piątku po prostu spekulujemy tu w Trading Roomie. Na zdjęciach możesz zobaczyć tłum ludzi w czwartki, a tak to grupa znajomych codziennie traduje i stara się zarobić. Wymieniamy informacje, sygnały, wspieramy się, doradzamy. Bo jednak czasami trzeba dać komuś po łapach, żeby się opamiętał i pozamykał stratne pozycje :)

N. T.: Dziękuję Ci za wywiad!
R. Z.: Dzięki, materiału chyba masz dużo:)

Jeśli ktoś z Was jest zainteresowany, to  podaję link do grupy TJS na facebooku. Można tam zasięgnąć wszelkich informacji na ten temat: https://www.facebook.com/groups/1590509061235154/?fref=ts

Mam nadzieję, że wywiad się Wam podobał i mogliście, tak jak ja, wyciągnąć z niego wiele wartościowych informacji. Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie co do osób, z którymi chcielibyście przeczytać wywiad, piszcie w komentarzach!

Jeśli podoba Ci się ten blog, możesz oddać na niego głos w konkursie FX CUFFS, w kategorii Blog Roku, wybierając z listy „Blog Szymona Wójcika”. Kliknij tutaj.

 

(Visited 8 929 times, 1 visits today)
  1. Bardzo, bardzo, bardzo ciekawe. Podziwiam Rafała jak chyba każdy, to nie podlega negocjacji. Chyba nie będę jedynym, który przeczyta to kilka razy. Pozdrawiam.

  2. Świetny wywiad można zaczerpnąć sporo wiedzy i zmienić podejście do tradingu. Sama idea stworzenia polskiej myśli tradingowej brzmi bardzo obiecująco bo wszak jako naród słyniemy z „gorących głów” i w 100% zgadzam się z Rafałem, że właśnie pod nasz narodowy temperament (ostry, butny, gorący i zawadiacki) trzeba dopracować ową myśl i sposób tradingu. Niech sobie angole żłopią herbatki my musimy mieć swoje podejście do tematu i haratać pipsy ile wlezie :)
    Pozdrawiam!!!

  3. Mało kto wie ale p. Zaorski dlatego tak krytykuje sprzedawców szkoleń bo sam je sprzedaje tyle, ze z branży sprzedażowej. Wystarczy odszukać w KRS taka spółkę BRIAN TRACY INTERNATIONAL Sp. z o.o. A jaka jest opinia o tym Tracy mozna znaleść choćby i tutaj w komentarzach pod tym wpisem: http://www.grandblog.pl/recepta_na_sukces,59,kim_jest_brian_tracy,35.html Także wychodzi tu pewna dwulicowość tego Pana. Sprawa nr 2 czekamy z kolegami na kolejne wykasowanie konta, bo to tylko kwestia czasu.

    • każdy ma prawo komentować w tym i Ty, ale nie wiem jaki miałeś w tym cel. Widzę, że masz jakiś problem, który nie dotyczy treści tego wywiadu, więc wolałbym żeby takie komentarze się tu nie pojawiały.

    • :) akurat Brian Tracy to spółka która restrukturyzuje od listopada 2014 roku bo miedzy innymi tym się zajmuję. Przejmuje spółki lub w nie inwestuje i przeprowadzam restrukturyzacje. Czy to takie dziwne? Może lepiej sprawdzić jaką działalność prowadzę od 2004/6 roku w branży oprogramowania gdzie stworzyłem od podstaw internet software house i wiele innych firm i spółek co jest normalną sprawą gdy działa się w biznesie. Lepiej sobie zadać pytanie co to ma do rzeczy skoro szkoleń z forex nie sprzedaje bo uważam że to jest naciąganie ludzi na kasę. W Brian Tracy Polska uczymy jak sprzedawać tak jak tysiące innych firm z branźy szkoleń dla sektora B2B – takie umiejętności są potrzebne w każdej firmie. Co do szkoleń foreksowych nie są podparte żadnymi wynikami dlatego szkolenia nie podparte wynikami i osiągnieciami będę tępił bo to wciskanie ludziom kitu…

  4. Do Briaan Traccy

    Twój wpis świadczy tylko o Tobie, jaki jesteś ….
    Uważaj, żeby Twoja zazdrość i zawiść nie „zżarła” nóg od krzesła na którym siedzisz, bo możesz zrobić krzywdę sobie i Twojej głowie.
    Pomimo to, życzę Ci wszystkiego najlepszego. (zawsze można się opamiętać)

    fiol

  5. Rafal z tego wywiadu wyciagnalem jeden z wielu swoich bledów :)
    Odnoszac sie do tej czesci wypowiedzi:
    ,,trzymanie strat zabija tradera, to jest jedyny chwyt, który ma rynek. Jak sobie to uświadomimy, to łatwiej nam jest spekulować.”

    Pozycje trzymalem dosc dlugo i czekalem na ich odbicie :) Czasem konczylo sie tak, ze straty przekroczyly mój scenariusz na które bylem gotowy.

    Dziekuje za darmowa i jakze cenna lekcje 😉

    Podsumuwujac, Bylo warto!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>